Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 stycznia 2012

Ciasto cytrusowe. Najlepsze, bo zdrowe.

Moja babcia mawia, że dla ludzi musi być Dużo i Słodko
Wielkimi literami.
Kompletnie się z tym nie zgadzam, więc na każdym kroku udowadniam, że wystarczy jak jest Ładnie i Zdrowo.
Co niestety nie zmienia faktu, że to i owo, tak czy inaczej od nadmiaru rośnie.

Dziś, z potrzeby psychicznego nicnierobienia, rzuciwszy hasłem: 
'na pewno nic dziś nie zrobię... chociaż mam dużo pomarańczy...'  z eteru naleciał link. 
Z cudownymi zdjęciami i przepisem w moim stylu
Doznałam małego odkrycia, bo to raczej TO. Mój ulubiony smakowy klimat. Nie jestem jeszcze do końca pewna, bo cały czas przypominam sobie, co należy do definicji dodać, ale jak sklecę, to gdzieś się tu pojawi :)

Wracając do ciasta. Jest wspaniale cytrusowe i efektowne. Pomimo, że bardzo proste, sprawia wrażenie pracochłonnego. Idealne na szybkie spotkania i deser nie tylko od święta.

Bardzo dobrze sprawdzi się z okrągłej formie. Jeśli macie możliwość kupienia dobrych, niepryskanych pomarańczy, takie będą najlepsze (lub zwykłe, szorowane wyparzonym druciakiem). Gorycz skórki jest cudowna. Wspaniale komponuje się z resztą, więc szkoda tracić taki efekt.

Ciasto cytrusowe
źródło  z moimi zmianami

  • 3/4 szklanki śmietany
  • 3/4 szklanki jogurtu/maślanki/ soku pomarańczowego (użyłam pół na pół jogurt i sok)
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1/2 szklanki roztopionego masła
  • 1,5 łyżeczki sody
  • 1 szklanka mąki przennej
  • 0,5 szklanki mąki razowej (lub otrąb, w oryginale orkisz)
  • skórka i sok z połowy cytryny

Na dekorację na wierzchu

  • 2 pomarańcze (lub ok 0,5kg mandarynek)
  • 1/3 szklanki wody
  • szklanka cukru

Ciasto.
W misce mieszamy śmietanę, jogurt, masło, cukier, sok i skórkę z cytryny.
Dodajemy przesianą mąkę (jedną i drugą) oraz sodę.
Łączymy sprawnymi ruchami łyżki, nie mieszamy zbyt długo, aby ciasto nie stało się gumiaste (tak samo jak muffiny).
Formę smarujemy masłem i oprószamy bułką tartą.
Przekładamy ciasto i pieczemy ok 35-40 min w 180st.

Gdy patyczek będzie suchy uchylamy drzwiczki i pozostawiamy ciasto ok 15 do przestygnięcia. Wyjmujemy formę z piekarnika i odstawiamy do całkowitego ostygnięcia.

Przygotowujemy wierzch.
Pomarańcze kroimy w cieniutkie plasterki (im cieńsze, tym lepsze. Moje to mini olbrzymy ;)).
W rondlu gotujemy syrop. Gdy zaczną się tworzyć bąbelki, zdejmujemy z ognia i uważając na ręce, zanurzamy każdy plasterek (aby ładnie się pokrył i błyszczał).
Układamy na cieście jak na zdjęciu.

Odstawiamy do lodówki na minimum godzinę. 


Smacznego!
Praline

wtorek, 6 grudnia 2011

Pachnie cynamonem... Tak pachnie...



Pachnie tak jak tylko w grudniu potrafi. 
Cynamonowo, goździkowo, piernikowo, sernikowo..
W domu roznosi się ciepło z piekarnika, drastycznie zabijane przeze mnie mroźnym powietrzem, niezauważalnie przemykającym przez lśniące okna.. Mieszanka cudowna, ale dla wielbicieli ;) A ja wciąż nie mogę się zebrać i iść poszperać po pudłach w poszukiwaniu lampek, żeby ładnie świeciły wieczorem. Sam fakt, że robi się przytulnie wystarcza. :)

Trzy posty na słono, a Wy (jak sądzę i mam nadzieję) jak i ja stęskniliście się za czymś słodkim. 
Powiem Wam szczerze, że nie długo przebierałam w myślach co przygotować :)

Coś takiego, by wyglądało, smakowało, pachniało, kusiło, wprawiało każdego w cudowny stan rozanielenia...

Coś szybkiego zarazem do zjedzenia na ciepło i zimno..

Serniczki (będące zaraz po przygotowaniu sufletem) na pierniczkowym spodzie 
z kleksem kwaśnej śmietany
na 6 porcji

Na spód.
150g ciasta piernikowego (np. tego
lub 150g ciasta kruchego z paczką przyprawy korzennej (np. tego)
 
Na sernikowe wnętrze. Pamiętajmy, że składniki mają mieć temperaturę pokojową (!).
300g półtłustego twarogu (zmielonego lub sera na serniki)
100g cukru pudru
2 jajka
łyżka masła
2 łyżki cynamonu

Ciasto na spód przygotowujemy wg instrukcji w podlinkowanych postach.
Wykładamy nim foremeczki i pieczemy ok 15 min. 

Jajka ucieramy z cukrem, stopniowo dodając ser, masło i cynamon.
Mieszamy na dużych obrotach miksera ok 7 min.
Nakładamy łyżką na podpieczone spody i ponownie pieczemy ok 17-20min.

Jeśli chcemy podać jako suflet, należy upiec każdą w osobnej formie i podać od razu. 
Musimy pilnować! Momencik przed podaniem możemy udekorować szczyptą cynamonu :)

Gdy podajemy jako serniczki (opadną!) do środka dajemy kleks kwaśnej śmietany, która świetnie równoważy słodki smak środka :)

Smacznego!


Zdjęcie jako serniczki. Wszystko robiłam podczas ukochanej nocy, więc warunki do zdjęć żadne, stąd postać.

Pozdrawiam.
Praline

czwartek, 7 kwietnia 2011

Świętujemy Światowy Dzień Zdrowia! Kasztankowo.

Niestety nie na spacerze pogryzając jabłko :( Choć za oknem jest jak uwielbiam!
Wiatr, mżawka, chmury.. Względem kilku rzeczy w życiu jestem dosyć odmienna. Upodobania pogodowe plasują się na wysokim miejscu tejże listy ;) Nie ma nic lepszego niż przechadzka po targu pełnym pyszności, gdy kropelki deszczu zwilżają włosy. Być może podejrzewacie, iż poniżej znajdzie się jakaś zdrowa sałatka albo tarta.. Niestety nic z tych rzeczy. Jak świętować, to z pełną parą! Na słodko! Odbijemy sobie później na bieżni, bądź gdzie tam dusza zapragnie :)

Dzisiejsza słodkość, choć może nie jest bardzo wykwintna, smakuje bardzo dobrze. Następnym razem wcisnę coś do środka, by nabrało iskry ;) Myślałam o lemon curd bądź masie cytrynowej, ale brakło mi składników. Poprawię się!


Bo dziś jest słodko-kwaśne. Cytrynowa beznadzieja?
...
Dobra, dobra. Zbieram się do kupy!
Czas na czekoladę- słodycz życia :)


Ciasto kasztankowo-cytrynowe

100g czekolady (użyłam tej- kasztankowej, ale może być zwykła, gorzka)
150g cukru
2 szklanki mąki
4 jajka
7 łyżek oleju
1 łyżeczka proszku do pieczenia
sok i skórka z połowy cytryny

opcjonalnie na wierzch- tabliczka (100g) czekolady z orzeszkami

Rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej.
Jajka utrzeć z cukrem na puszystą masę.
Stopniowo dodawać olej i cytrynę.
Do masy delikatnie i powoli przesiać mąkę z proszkiem.
Połączyć z czekoladą.
Przelać do formy (u mnie okrągła o śr.22cm) i piec w 180st. 40 min.

Gdy ciasto ostygnie, polać (choć bardziej trafnym słowem będzie ułożyć) czekoladę z orzeszkami.
Podawać najlepiej z mocną, czarną herbatą :)




Smacznego!

Żyjcie zdrowo i kolorowo!
Nawet w te pochmurne dni ;)

Pozdrawiam serdecznie!
Praline

niedziela, 27 marca 2011

Słodkie wspomnienie pośrodku gorzkich dni.

Nikt nie decyduje o usłyszanych wiadomościach czy przypadkowo przeżytych chwilach. Zło obracając w dobro, starając się wymusić od kącików minimalne uniesienie, zbierając cząstki siebie. Żyję z dnia na dzień. Szukając stabilizacji w tym co znane i stuprocentowo pewne. W ciepłych kapciach, starej kołdrze, kubku herbaty... Pomiędzy zdjęciami, w słowach niosących mądrość..  


''Życzę ci odwagi, jaką ma słońce, które codziennie od nowa wschodzi nad wszelką nędzą świata.

Niektórzy po zapadnięciu zmroku już nie potrafią uwierzyć w słońce. Brakuje im tej odrobiny cierpliwości, aby doczekać nadchodzącego poranka. Kiedy przebywasz w ciemnościach, spójrz w górę. Tam czeka na ciebie słońce.

Ono nie omija nikogo. Ciebie też nie ominie,
Jeśli nie schowasz się w cień. Z każdym dobrym człowiekiem, który zamieszkuje ziemię, wschodzi jakieś słońce.''


Nie wiem dlaczego tak jest. Trzeba wziąć głęboki oddech i iść dalej. Poczekać na słońce. To głęboko w sercu.

Kawałek ciepłego, pysznego, słodkiego, domowego, babcinego..
Biszkopta. Poczęstujecie się?



Przepisów na biszkopt jest wiele. Jedna, znana z telewizora Pani mawia 'proporcję są 1:2:3'. Kiedy upiekę takie, pokarze i podzielę się wrażeniem. 
Ciasto, które widzicie wyżej, jest najprostszym jakie kiedykolwiek upiekłam. Choć często łatwo przekręcić najbanalniejszą czynność i sprawić, że coś nie wyjdzie. Starajmy się tego unikać :)

Biszkopt Babci

Bierzemy jajka. Tyle ile chcemy (ciasto na zdjęciu zawiera 3). Ważymy je. Tyle samo musi wskazać waga, gdy położymy na niej mąkę, a później cukier. 
W dużej misce, przez 10 minut ucieramy żółtka z cukrem. Po tym czasie powoli dosypujemy mąkę. W drugiej misce ubijamy białka. Na końcu oczywiście delikatnie łączymy.
Ciasto przelewamy do wysmarowanej masłem formy i pieczemy ok 30-40 min. w 180 st.

Nie powinno się tego robić, ale najlepsze jest ciepłe z masłem lub dżemem ;)

Taka waga się przydaje ;)


Smacznego!
Praline

poniedziałek, 31 stycznia 2011

'ACH!'

Jestem trochę niezadowolona, że cały czas słodycze. Ale jak zimno to chce mi się słodkiego ;) Perspektywa zbliżającego się sezonu nowalijek podnosi mnie na duchu. Mam cichą nadzieje, że do tego czasu wcisnę się w ulubione jeansy ;) A może to tylko głupie tłumaczenie? Może trzeba się przyznać, że wyszła mi kiedyś (jak zwykle przez przypadek) pyszna zupa cebulowa-czosnkowa, ale za nic nie umiałam jej zrobić ładnego zdjęcia :( Niejedne próby uchwycenia przez aparat czegokolwiek płynnego kończyły się fiaskiem. Statyw mi nie pomaga. No nie umiem i już. Ale MUSZĘ się nauczyć. Nie mam zielonego pojęcia jak dużo czasu mi na to zejdzie, ale mówię już teraz, że kiedyś zobaczycie efekty i będzie ok :) 
Wracając do tu i teraz.
- Upieczesz mi na jutro ciasto?
- Ferajna przychodzi?
- A jak myślisz?
Ferajna. Bardzo ważni i rzadcy goście. Trzeba było coś ACH! Nie za słodkie, nie maziste, niezwykłe. Kolejna karteczka z wybazgranym w pośpiechu przepisem poniewierała się po podłodze, gdy w poszukiwaniu owego 'ACH!' spadła mi (delikatnie mówiąc)nadszarpnięta czasem książka. I co zawierała? Ucierane. I co pomyślałam? łatwe, ale zbyt banalne. Jak zwykle pokombinowałam i wyszło 'ACH!'.

Zamiast krupczatki- kukurydziana. Cukier, pół na pół z brązowym. Kilka kropli rumu. Kruszonka z dodatkiem czekolady. Czarna porzeczka zamknięta w słoiku w sierpniu. I mam swoje 'ACH!'. Najważniejsza tu jest cierpliwość i dobra gatunkowo mąka zamienna oraz najlepiej swojskie jajka (razem nadają piękny żółty kolor). 




Ucierane-modyfikowane-pyszne 
1,5 szklanki mąki tortowej
0,5 szklanki mąki kukurydzianej
3 jajka
120g miękkiego masła 
po 0,5 szklanki cukru białego i brązowego
ok. 2 łyżek rumu (lub kilka kropli aromatu rumowego)
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

Kruszonka

szklanka maki + 1/3 szklanki cukru + 70g masła + 50g startej gorzkiej czekolady

2 szklanki czarnej porzeczki (z syropu lub świeżej)

Jajka utrzeć z cukrem na puszysta masę ok.4 min.
Wlać rum lub aromat.
Powoli dodawać przesiana mąkę z proszkiem.
Szybko przemieszać (tylko do połączenia się składników).
Dodać masło i ucierać do uzyskania aksamitnej masy.
Całość przelać do formy wysmarowanej masłem (użyłam prostokątnej, ale dobrze sprawdza się keksówka).

Przygotować kruszonkę.
Na wyrównanym cieście, równomiernie ułożyć owoce i posypać kruszonką.
Piec ok.50 min w 180st.

Smacznego!
ACH!



Udanego tygodnia!
Praline

* post jest zadowalająco długi :D

piątek, 31 grudnia 2010

Ostatnie babeczki

Rok się kończy, a ja razem z ostatnimi jego chwilami dzielę się z Wami babeczkami.
Wraz z ostatnim postem pragnę złożyć kolejne życzenia. 

Udanego, obfitego w sukcesy i zadowolenie roku 2011!

Ekspresowe babeczki gotowe w 30 min. Na dwa kęsy, idealne podczas sylwestra. Tego na wielkiej sali  jak i przed telewizorem ;) Nie mogą się nie udać! 
Jakaś dziwna wersja i odstępy między wierszami, bo coś ma się popsuło czy coś ;) 


 
Babeczki kolorowe 
z moimi zmianami znalezione w sieci
 
280 g mąki
1 łyżka proszku do pieczenia
szczypta soli
115 g cukru
2 jajka
250 ml mleka
85 g masła roztopionego
2 łyżeczki kakao
W jednej misce połączyć suche składniki.
W drugiej mokre. 
Połączyć wszystko razem.
Nakładać po kopiatej łyżce do foremek i piec ok. 20 min w 180st.
 
Smacznego!
Praline 
 

niedziela, 14 listopada 2010

Banan i wiatr.

Może będę nudna, mówiąc po raz kolejny jak ja to bardzo uwielbiam porywisty wiatr, deszcz, chłód... Jak ja to lubię mieć dużo na sobie i zimne ręce, które ogrzewam gorącym kubkiem herbaty (zielonej jaśminowej ;) Ostatnio wszystko mi sprzyja (w pogodzie znaczy się). Nie pada za mocno, czasami pokropi, ale lubię jak podczas spaceru mam na głowie kaptur, a małe kropelki zwilżają twarz. Wieje ciepły halny. Wysokie trawska układają się w morza suchych, szeleszczących 'pejzaży' (?) Wszystko przypomina mi wyspowe kraje (niestety tylko znane z opowiadań, zdjęć, filmów). Po drodze sąsiedzi zapraszają na placek. Cudnie. I rozmawiamy. Nie o pogodzie ;)

A jak wracam do domu, to mam ochotę sama coś upiec. Czuję już w powietrzu zbliżające się święta. Pełne miłości i ciepła. I śniegu! I pewnie znowu będę się powtarzać. Bo raz o pogodzie, a dwa o keksie.
Uwielbiam keksy. Bakalie... Wszystkie. Suszone śliwki, daktyle, RODZYNKI, orzechy... i właśnie przez ich skromny dodatek, chciałabym wpisać się w listę uczestników 'Orzechowego tygodnia'. Już na końcu, ale przynajmniej zdążyłam. Bo do dyniowego festiwalu nie :(




Keks bananowy*

4 małe banany (450g)
200g mąki
100g cukru trzcinowego
3 łyżki jogurtu
80g masła
1 jajko
2 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki świeżej gałki muszkatołowej
1,5 cm świeżego, startego imbiru
100g rodzynek
100g posiekanych orzechów włoskich
100g kandyzowanej skórki pomarańczowej
sok i skórka z połowy pomarańczy

Mąkę wymieszać z sodą i gałką.
Banany rozdrobnić widelcem, dodać cukier, jogurt i chwilę ucierać.
Dodać rozbełtane jajko, sok, skórkę z pomarańczy, imbir, bakalie i roztopione masło. Wymieszać.
Połączyć z mąką.
Przelać do keksówki (24cm) i piec ok 50 min w 180st.



*Banany na życzenie :*  I choć za świeżymi nie przepadam, w cieście są idealne i nadają wilgoć.
  Początkowo miał być chlebek Sophie Dahl, ale jak zwykle przekombinowałam ;)

Smacznego!
Praline

czwartek, 4 listopada 2010

Wielka dynia kusi..

Na stole stoi wielka dynia.
Kusi urokiem i kolorem.
Początkowo nie mogę się przemóc, by wbić nóż i zniszczyć takie cudo natury, ale po chwili już nie mam żadnych oporów i ostrze przebija twardą ściankę ;)
Smak, zapach, kolor... działa każdy zmysł. Uniwersalny owoc/warzywo (sama do końca nie jestem pewna ;) świetnie do wszystkiego pasuje. Gdy byłam mała, tata, według własnego, za każdym razem innego przepisu piekł ciasto drożdżowe z marynowaną dynią. Znikało w mig. Dzieci sąsiadów przychodziły po kawałek i z niecierpliwością czekały na kolejny raz. Wtedy znałam tylko taką dynię. Do czasu ;) Ciągle poznaję jej nowe oblicza. Zaczęłam od pieczonej wg Jamiego podczas 'Włoskiej Wyprawy'. Uwiodła mnie swoim delikatnym miąższem. Zależnie od rodzaju i dodatków przybiera inny, niepowtarzalny charakter.

Choć posiadaczką 'Włoską Wyprawy' jestem nie całe dwa miesiące, dopiero niedawno udało mi się praktycznie skorzystać z któregokolwiek przepisu. Gdy zakończyłam napad płaczu szczęścia po otrzymaniu tej magicznej książki, przeniosłam się razem z Jamiem do słonecznych Włoch. Przeczytałam od deski do deski w ciągu jednej nocy i zakochałam się ;) Teraz cyklicznie oddaję się rytuałowi podróży, który przeważnie kończy się przeszukiwaniem internetu w celu znalezienia najlepszej oferty lotniczej do Toskanii ;) Jamie ma to coś. Uwielbiam jego zamiłowanie do zdrowej żywności i oliwy. Tą wadę wymowy też ;) Człowiek o niespożytej energii i pasji. Inspirujący i bardzo przyjazny. I taki (co najważniejsze) prawdziwy. Zupełne przeciwieństwo Królowej Nigelli (o niej innym razem), choć łączy ich (poza pochodzeniem) hipnotyzujący sposób przekazu.



Pieczona dynia
wg Jamiego Oliviera

1 kg dyni (najlepsza piżmowa)
1 suszona czerwona papryczka chilli
sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
1 duża garść świeżej szałwii (ja zastąpiłam rozmarynem)
kawałek kory cynamonowej, połamanej na kawałki
oliwa

Dynię przekroić i wyjąć nasiona. Pokroić w mniejsze kawałki.
W moździerzu utłuc wszystkie pozostałe składniki (z wyjątkiem oliwy).
Dodać ją na końcu, tyle, by uzyskać płynną mieszaninę.
Obtoczyć w niej dynię.
Przełożyć na blachę i piec 40 min w 180st.

Podawać od razu (uprzednio wyjąwszy korę cynamonu)



A teraz coś na słodko. Coś z czego jestem niesamowicie dumna, bo zrobione bez przepisu, według własnej inwencji twórczej w ramach odwiecznego projektu 'w czasie deszczu dzieci się nudzą' (te trochę większe też ;). Pomysł na połączenie dyni i pomarańczy podpatrzyłam tutaj u jednej z dyniowych mistrzyni ;)


Ciasto dyniowe-keksopodobne

1 szklanka musu dyniowego
300g mąki
200g cukru (pół na pół trzcinowy i puder)
2 jajka
80g rozpuszczonego masła
skórka i sok z połowy pomarańczy
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/4 łyżeczki imbiru
1 1/2 łyżeczki sody
70g rodzynek
70g kandyzowanej skórki pomarańczowej
wedle uznania możne dodać orzechy

Sodę wymieszać z przesianą mąką.
W osobnej misce połączyć mus dyniowy, rozbełtane jajka, przyprawy, bakalie, cukier.
Suche dodać do mokrych, przemieszać, dodać masło, wymieszać.
Keksówkę (ok 30cm) wysmarować masłem i oprószyć bułką tartą.
Piec w 180 st. ok 50 min (patyczek powinien być czysty)
Zostawić do całkowitego ostygnięcia w formie.



Smacznego!

Gorąco pozdrawiam!
Praline :)

piątek, 24 września 2010

Debiut. Bawarskie ciasto.

Na prawdę nie wierzę, że mamy już jesień. Pogoda taka piękna i sweter w szafie... oby jak najdłużej!
Ale o niej napiszę inny razem :)

Odkąd odkryłam bloggowy, kulinarny świat od razu natknęłam się na ogrom wspólnych akcji i konkursów.  
Dzień Jabłka, Festiwal Dyni, Czekoladowy Weekend...
Dziś sama po raz pierwszy dołączam do takiej zabawy. Mam nadzieję, że jakoś mi poszło. Oceńcie sami ;)



Ciasto jest przepyszne. Delikatne i puszyste. Pomimo swojego 'niskiego wzrostu' i może mało atrakcyjnego wyglądu, smak rekompensuje wszystko.

Jak tak sobie dłużej pomyślę, poprzypominam, to w końcu dochodzę do wniosku, że jeszcze ani razu nie spaściłam drodżowego. Kilka razy z ucierańca zrobiłam zakalca. Albo przez nieuwagę sypnęłam gdzieś za dużo kakao i nie urosło. Sama się sobie dziwię, że najtrudniejsze (według wszystkich) ciasto mi wychodzi.
Podobno sekretem dobrego wyrastania jest  wyrabianie w jedną stronę. Tak nauczyła mnie babcia. I zawsze się udaje. Ale czasem narobić się trzeba. Nawet kilka dni. Ale efekt wynagradza wszystko ;)

Czy dla Was też samo wyrabianie jest relaksujące?



Bawarski placek ze śliwkami

20g świeżych drożdży
200 ml mleka
400g mąki
szczypta soli
1 jajko
100g cukru + łyżka
75g masła (roztopionego)
50g posiekanych migdałów (użyłam gotowych płatków)
1/2 łyżeczki cynamonu 

Drożdże rozrobić z mlekiem i jedną łyżką cukru. Odstawić na 15 min, by zaczęły pracować.
Połowę mąki, sól, jajko i 75g cukru połączyć z zaczynem drożdżowym i masłem.
Stopniowo wyrabiając dosypywać mąkę. Ma odchodzić od miski.

Odstawić w ciepłe miejsce pod przykryciem na 30 min.

Śliwki umyć, wypestkować i pokroić na ćwiartki (ja tego nie zrobiłam, bo miałam zbyt małe owoce i zginęłyby w cieście).

Ciasto energicznie zagnieść, aby opowietrzyć i rozwałkować.

Blachę wysmarowaną masłem i  wyłożyć ciastem i ułożyć na nim śliwki. Posypać migdałami.
Piec w 220st przez 30 min.

Po wyjęciu, jeszcze ciepłe ciasto posypać resztą cukru z cynamonem.



Smacznego!

Praline

czwartek, 16 września 2010

"Cebulka" i jabłko



Codziennie o 6:30 rano otwieram oczy i myślę co zrobić, by dzień był piękny. Gdy podnoszę żaluzje widzę pochmurne niebo, które za kilka godzin podzieli się ciepłym słońcem i rosę. Otwieram okno i oddycham głęboko. Chce poczuć ten już jesienny zapach- rześkiego, a zarazem zapraszającego z powrotem do łóżka wiatru- mnie motywującego do działania. Szybka toaleta, pożywne śniadanko... a w trakcie, odwieczny problem płci 'w co ja ma się dziś ubrać?' Gdy wychodzę z domu jest ok.10 stopni. Gdy wracam jest dwa razy więcej. Więc nie pozostaje nic, tylko założyć na siebie (w moim przypadku) pięć warstw: lekki bawełniany T-shirt, bluzkę w jakimś żywym kolorze, cienki pasujący sweterek, grubą bluzę i kurtkę wiatrówkę- potrzebna na rower, gdy pokonuję drogę do nieogrzewanej szkoły. Później tylko ściągam to wszystko i taszczę w plecaku z powrotem do domu... ale dzięki temu nie mam zawianych nereczek ;) Jak mnie nauczyła mama i wiem z doświadczenia 'cebulka' najbezpieczniejsza. W innym wypadku pozostaje leczyć się cebulką.

Gdy byłam mała i wszystko wiedziałam najlepiej, takie wyprawy za próg kończyły się ostrym kaszlem i szczelnie zatkanym nosem. Wtedy Tata robił w wielkim słoiku, domowy syrop z cebuli. Dałabym wszystko żeby go nie pić. Argumenty, raz za słodki, innym razem za ostry (? Zawsze nie wiem jak nazwać smak cebuli ;) nie działały, trzeba było w siebie wpoić. Teraz się odwróciło i go uwielbiam! Taki pyszny gęsty syrop. Muszę poprosić Tatę żeby zrobił trochę- na wszelki wypadek ;)

Ale dziś nie miało być o syropie z cebuli ;)
O uwielbianym przeze mnie JABŁKU.
Końcem sierpnia się zaczęło... a teraz już jest raj. Dla mnie- w ogrodzie. Cztery dorodne jabłonki w marę obrodziły i pyszne, małe, rajskie owoce są wszędzie. Jedne jeszcze na gałęziach dojrzewają, inne przygniłe leżą na ziemi. Trzeba je potem zbierać i aż przykro patrzyć, że na kompoście ląduje kilka wiader tych nienadających się do niczego. Uwielbiam szybko biegać pomiędzy kroplami deszczu i szukać ładnych, okrągłych... żeby później zrobić z nich coś pysznego ;)





Ciasto, które dziś chciałabym Wam pokazać robiłam już kilka razy. Zachwyciło mnie swoją prostotą i smakiem Znalazłam je tu - u Goś. Dziękuję za inspirację! Raz zrobiłam z kruszonką, inny razem z lukrem... To na zdjęciu ma gdzieś ten lukier- wyszedł mi trochę wodnisty i niezbyt go widać, ale dodaje finezji smaku ;)
Pierwszy wypiek z wykorzystaniem ogrodowych jabłek uważam za udany w 100%, czego dowód może dać zniknięcie go w oka mgnieniu oraz uśmiech i zadowolenie częstowanych gości.

Ciasto holenderskie
wg Goś

2 jajka
100g cukru
cukier waniliowy 8g
55g masła
75ml mleka pełnego
125g mąki
szczypta soli
1/2 łyżeczki cynamonu
2 ¼ łyżeczki proszku do pieczenia
kilka jabłek (ok.400g- 2 sztuki)


Kruszonka

35 g mąki
25g cukru
25g masła
skórka z 1/4 cytryny

Wszystkie składniki połączyć ugniatając palcami.

Lukier

pół szklanki cukru pudru
sok z cytryny łyżeczka
woda

Do cukru pudru dodać sok i tyle wody by lukier był gęsty. Dokładnie wymieszać i polać ostudzone ciasto.

Jabłka obrać, wyjąć gniazdka nasienne. Pokroić jabłka na cienkie plasterki.
Jajka ubić z cukrem i cukrem waniliowym na kogel-mogel.
W międzyczasie roztopić masło w rondelku z mlekiem. Dolać je do ubitych jajek, cały czas mieszając masę jajeczną.
Dosypać przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia, szczyptą soli i cynamonem. Wymieszać całość dokładnie.
Przelać ciasto do foremki (śr. 24cm) wysmarowanej masłem i wyłożonej papierem do pieczenia.
Na wierzchu rozłożyć równomiernie jabłka  (i kruszonkę jeśli używamy)
Włożyć do piekarnika nagrzanego do 180 st. C. Piec 25-30min.
Wyjąć i ostudzić

Smacznego!




SEZON JABŁKOWY UWAŻAM ZA ROZPOCZĘTY !!!

Pozdrawiam,
Praline ;)

czwartek, 2 września 2010

Dwie szkoły i śliwka

 Jako, że sezon na śliwki w pełni, chciałabym pokazać Wam jeden z moich ulubionych sposobów na te pyszności. Smak i zapach tkwi w prostocie. Kilka składników i mamy cudo. To nie będzie nic niezwykłego. Prosty placek z węgierkami. Co prawda na największe zatrzęsienie tych najlepszych okazów musimy jeszcze chwilę poczekać, to w ogrodzie Bliskich spadły już nasłonecznione, pachnące latem pyszności.



Kruche ciasta, to dla mnie smak relaksu i szkoły. Po powrocie lub w trakcie przerwy. Gdy jako mała uczennica wracałam do domu, po otworzeniu drzwi rozchodził się mieszany zapach zupy i włączonego piekarnika. Albo gdy po skończonych lekcjach, pod podstawówką razem z siostrą pakowałyśmy się do Fita 126p, by Dziadek przetransportował nas do szkoły muzycznej w sąsiednim mieście. Gniotłyśmy się wtedy na tylnim siedzeniu z dwoma tornistrami, torbami na zmianę, skrzypcami i gitarą. Nie próbujcie sobie tego wyobrażać ;). 

W przeciągu dwudziestu minut jazdy jadłyśmy dwudaniowy obiad przygotowany przed Babcię. Zupa w słoikach, drugie w pudełkach (zarówno naleśniki z serem, jak i kotlet z ziemniakami i mizeria) oraz ciepły kompot w termosie. A 'na później' kawałek kruchego z kruszonką. Smak szkoły. Wspomnień.

Choć przepis rodzinny mam, to ten, który zobaczycie poniżej nim nie jest. Równie pyszny i aromatyczny. Udało mi się sfotografować jedynie ostatnie kawałki, bo rozchodzi się z prędkością światła jeszcze ciepły :)




Kruchy placek ze śliwkami
 3 szklanki* mąki
250g masła
5 żółtek
1 szklanka cukru
40g cukru waniliowego

300-400g śliwek (najlepiej węgierek)

Kruszonka
3/4 szklanki mąki
1/2 szklanki cukru
80g masła 

*szklanka o pojemności 225ml

Wszystkie składniki ciasta dobrze zagnieść  i uformować kulę.
Owinąć w folię i zamknąć w lodówce na min pół godziny.

W tym czasie zrobić kruszonkę.
Składniki razem rozetrzeć (mają mieć konsystencję małego żwirku)

Ciasto wyjąć z lodówki i rozwałkować na jeden gruby spód lub na dwa cieńsze-
wtedy należy podwoić ilość owoców i kruszonki.
Ułożyć śliwki i posypać kruszonką.
Piec w 180st 50-60 min.


Smacznego!

Praline
 

czwartek, 19 sierpnia 2010

Ciasto czekoladowe na 'Dzień Dobry'


Uff...
Po długich namysłach i przygotowaniach, zakładam pierwszy, własny blog ;)
Już na wstępie zaznaczam, że jestem amatorem, więc mogą wkradać się błędy. Ale przecież na nich człowiek się uczy ;) Mam nadzieje, że popatrzycie na mnie przychylnym okiem i wybaczycie takowe.
Nie będzie to blog tylko o gotowaniu. Będzie o wszystkim: o życiu, ulotnych chwilach i tym, co akurat wpadnie mi do głowy. Więc może, żeby nie zanudzać,

ZACZYNAJMY!
* * *


Nigdzie nie wypada przychodzić z pustymi rękami, tak więc przywitam się.
Na słodko- czekoladowo :)
Któż nie lubi tego smaku...
Pierwszy rozpoznawalny po urodzeniu,
Afrodyzjak.
Więc może dzięki tej pyszności, zachęcę Was do zaglądania na Lendryggen :)

Ciasto mocno czekoladowe z aromatem pierzgi i kruszonką
wg. Marie Claire, z moimi modyfikacjami

Na kruszonkę:
160 g cukru trzcinowego
50 g mąki pszennej
3 łyżki masła

Wszystkie składniki rozetrzec w misce i odstawić.

Na ciasto:
230 g mąki pszennej
130 g masła
100g cukru
3 łyżki miodu (u mnie lipowego)
1 łyżka miodu z piegrzą i kropolisem
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżki kakao
1/4 łyżeczki soli
180 ml mleka
50 g gorzkiej czekolady
50 g mlecznej czekolady
owoce wg uznania

Tortownicę o średnicy 26-30cm (u mnie 3 duże i 2 mniejsze foremki do tartoletek) smarujemy masłem i wysypujemy bułka tartą.
Piekarnik nagrzewamy do 180 st C.
Masło ucieramy z cukrem i dodajemy jajka (mogą powstać małe grudki, ale później ciasto jest gładkie i puszyste)
Produkty sypkie mieszamy w osobnej misce.
Czekoladę łamiemy na małe kawałki.
Ucierając masę, dodajemy na zmianę suche składniki, mleko i czekoladę.
Wylewamy do przygotowanej formy, na wierzchu kładziemy owoce (u mnie jabłka i śliwki).
Posypujemy kruszonką i pieczemy ok 60 min (małe tartoletki ok.25 min)
Po upieczeniu zostawiamy w uchylonym piekarniku, aby ostygły.

Smacznego!

Zapraszam ponownie :)
Praline