środa, 15 sierpnia 2012

Macierzanka? Lemoniada.

Dziś święto, w Polsce znane też jako Matki Boskiej Zielnej.
Z tej okazji przygotowałam aromatyczną lemoniadę. Z mnóstwem pyszności w środku.
Co prawda pogoda nas już tak bardzo nie rozpieszcza, ale wciąż trzeba łapać słońce- do słoika lub butelki.



Głównym składnikiem lemoniady jest macierzanka. Wiele książek zielarskich utożsamia ją z tymiankiem. Jedno i drugie w swojej nazwie łacińskiej ma thymus

Macierzanka od wielu lat ceniona jest za swoje właściwości. Te legendarne: 

"Thymus to po grecku odważny. Więc rzymscy żołnierze kąpali się w macierzance dla dodania sobie męstwa, a średniowieczne damy wręczały swym rycerzom gałązkę tej krzewinki, co bez zbędnych słów znaczyło: bądź dzielny, ale na wszelki wypadek niech cię wspiera ta roślina. W praktyce wyglądało to ponoć tak, że panowie wpinali sobie gałązkę macierzanki w zbroję, a wewnętrznie stosowali piwo, w ten sprawdzony sposób pozbywając się nieśmiałości. Szkoccy górale pili herbatę z górskiej odmiany tego ziela na noc dla odpędzenia strachów i duchów nieczystych, których ich góry były pełne, a rano dla zmniejszenia dolegliwości poalkoholowych. A w ogóle to należy podchodzić do niej z całą powagą, bo na średniowiecznej liście ziół czarodziejskich zajmowała pierwsze miejsce."

oraz czysto zdrowotne:

"Ma ona właściwości odkażające, bakteriobójcze i wykrztuśne. Używana jest przy kokluszu, kaszlu, zapaleniu oskrzeli, dychawicy oskrzelowej, a także w przypadkach przeziębienia i grypy. Ponad to pobudza wydzielanie soku żołądkowego, przez co reguluje trawienie. Pomaga w przypadkach nieżytu żołądka i jelit, wzdęciach oraz nadmiernej fermentacji. Wzmaga apetyt. Działa także przeciwskurczowo i wiatropędnie.
W medycynie ludowej macierzanka jest rośliną polecaną przy różnych chorobach kobiecych.
Zewnętrznie naparu z tej rośliny używa się do płukania ust i gardła, przemywania ran oraz jako kompres na zapalone miejsca. Macierzanka jest także stosowana do kąpieli wzmacniających.
"

Najczęściej macierzankę można spotkać w przydomowych skalniakach. W okresie kwitnienia ma przepiękne różowo-fioletowe kwiatuszki. Jej wspaniały aromat sprawdza się także w kuchni, jako dodatek mocno aromatyczny w daniach mięsnych. 



Lemoniada z macierzanki
na 2 litry

garść świeżej macierzanki
sok z 1 dużej cytryny
2-3 łyżki syropu z czarnego bzu lub brzozy (może użyć zwykłego miodu)
*lód do podania

Macierzankę zalewamy gorącą, ale nie wrzącą wodą i parzymy ok 3-5 minut. 
Studzimy. Dodajemy sok z cytryny i syrop/miód. Mieszamy.
Podajemy z lodem (*lub na gorąco, jeśli mamy taką ochotę. Wtedy tylko delikatnie studzimy, aby syrop/miód nie stracił swoich właściwości).

Ta kompozycja jest bardzo prosta i bardzo pyszna. Zioła są niesamowite.
Pięknego dnia!

Praline


niedziela, 12 sierpnia 2012

Chłodnik agresotowo-kokosowo-ogórkowy

Lubicie dziwne i niecodzienne połączenia?
Spróbujcie tego chłodnika. Upały chyba ustały, lecz nigdy nie jest za późno na coś zimnego i pysznego!
Ekspresowe zakupy, ekspresowe przygotowanie, ekspresowy post i powolne delektowanie się każdym smakiem po kolei.

Moja kolejna oda do agrestu. 
Idealnie wyważone smaki, równomiernie i spójnie po sobie następujące.
Takie proste, a takie niecodzienne i pyszne. 

Dla odważnych bardziej i mniej. 

Składniki prosto z lodówki.

Chłodnik agrestowo-ogórkowo-kokosowy
przepis znaleziony w sieci, z moimi modyfikacjami

3-4 duże młode ogórki (gruntowe?)
puszka mleczka kokosowego
500g agrestu
1/2 łyżki posiekanego rozmarynu 
sól, pieprz do smaku

Agrest obieramy, dusimy z odrobiną wody. 
Ogórki obieramy.
Wszystkie składniki miksujemy razem.



Tym, którzy wolą bardziej kremowe zupy, polecam przetarcie chłodnika przez sito.

Podajemy od razu, lub po schłodzeniu w lodówce. 
Uwaga! Po zbyt długim czasie spędzonym w chłodziarce, chłodnik może podejść wodą.

A z informacji około kuchennych, zakochałam się w tym panu.


Znacie go? 

Udanej niedzieli!
Pozdrawiam,
P.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Syllabub- dekadencki deser agrestowy.

Agrest jest retro. 
Jego olbrzymi potencjał jest zdecydowanie nie wykorzystywany. 
To właśnie jego najwięcej mam w ogrodzie. Aż 4 krzaczki różnego rodzaju.

Dziś deser. 
Agrestowy, oczywiście.
Niesamowite połączenie smaków, w mojej ulubionej kompozycji warstwowej.

Najbardziej cieszy mnie fakt, że znów mogłam użyć swojej magicznej ferii aromatu w postaci syropu z czarnego bzu. :) 

Przepis znalazłam tutaj, ale odrobinę go zmodyfikowałam. 


Agrestowo-mangowe syllabub z syropem z czarnego bzu (w oryginale likier)
na 2-3 porcje

Mus:
  • 600g agrestu
  • 1 duże dojrzałe mango
  • 2 łyżki cukru
Agrest myjemy i obieramy. Na małym ogniu gotujemy z cukrem, aż zmięknie i puści sok. 
Mango obieramy i kroimy jak nam wygodnie.
Wszystko razem miksujemy i przecieramy przez sito, aby pozbyć się agrestowych pestek i ewentualnych resztek.

Masa śmietanowa:
  • 200ml śmietany 30%
  • 3 łyżki domowego cukru waniliowego, utartego w moździerzu (można użyć zwykłego cukru pudru)
  • 80ml białego wina
  • 2 łyżki syropu lub likieru z czarnego bzu
  • skórka z połowy cytryny
  • 1 łyżeczka rozpuszczonej i ostudzonej żelatyny
Śmietanę ubijamy na sztywno i dodajemy po kolei resztę składników, dokładnie mieszając.
Wino delikatnie zetnie śmietanę, ale tak ma być (w końcu alkohol ścina białko).

Podajemy w kieliszkach kładąc według uznania warstwę na warstwie.
Przechowujemy w lodówce.


*Syllabub, czyli tradycyjny angielski deser, w którym posłodzone mleko lub śmietana poddane jest lekkiemu zsiadnięciu dzięki dodatkowi wina. 

Miłego dnia!

piątek, 27 lipca 2012

Szałwia, ricotta i bób.

Mam wakacje. Siedzę i nic nie robię. 
Wstaję w południe i leniwie zabieram się za parzenie herbaty.

Ubieram lekką (oczywiście) niebieską sukienkę i niespiesznie wyruszam w piętnastominutową podróż do ulubionych znajomych mniejszych i większych. :)

Piekę ciasto jogurtowe z owocami, które akurat mam pod ręką i kroję warzywa na leczo. 
Wchłaniam książki, po raz pierwszy i kolejny.
Tak mija dzień za dniem. 

Żadnych planów. To akurat jest niefajne.

Przechadzam się po sklepach ze starociami i znajduję wspaniały komplet niebieskich, klimatycznych mebli (sofa i dwa fotele). Niestety na drugi dzień ktoś go kupuje :( 
Na pocieszenie kupuję letnią torebkę z wyprzedaży. 
Pasuje do butów, przyda się. 

***

Szałwia, ricotta i bób.
+ makaron.

Minimum pracy, maksimum smaku i jakości. 
Fenomenalne połączenie. To chyba retro smak. 
Bób już na wykończeniu, więc trzeba go dojeść. 
Ja lubię najbardziej ten lekko zblanszowany, jeszcze baardzo zielony.

na 2-3 porcje
  • 150g makaronu typu kokardki
  • 120g ricotty
  • 30ml śmietanki 30%
  • 2 łyżki masła
  • 2 łyżki posiekanej świeżej szałwii
  • 250-300g bobu  
Bób gotujemy w osolonej wodzie ok 10 minut. Przelewamy zimna wodą, odstawiamy do ostudzenia.
Makaron również gotujemy w osolonej wodzie, aż będzie al dente. Przecedzamy.
W rondelku rozpuszczamy masło, dodajemy śmietankę i ricottę, mieszamy do połączenia składników. Dodajemy szałwię i chwilę trzymamy na ogniu.
Bób obieramy i dodajemy do ricotty.
Podajemy z makaronem, dekorujemy bobem i/lub szałwią.

To jest pyszne. Inne, ale pyszne. 




Pięknego dnia!
Pozdrawiam!
P.

niedziela, 15 lipca 2012

Toż to skandal! Panna cotta i mus porzeczkowy.

Toż to skandal! Wieje nudą i starymi postami! 
Nie może tak dalej być!
Kto to widział, że by tak rzadko zaglądać na bloga! 

A na poważnie i całkiem serio.
Moja mobilność była ostatnio bardzo ograniczona, a świeżość umysłu upaćkana codziennością.
Nie byłam na wakacjach, na chwilę obecną też nigdzie się nie wybieram.
Chcę trochę więcej uwagi poświęcić swoim i Waszym wirtualnym czterem kątom, oraz posprzątać tu i tam.
Mam wiele (ambitnych?) planów u marzeń. Zobaczymy co z tego wyniknie. Jak znam siebie, może być różnie.

Ależ słowotok! Widać gołym okiem, że dawno mnie tu nie było. Jak miło postukać w tą klawiaturkę! :)



Wracając do sedna bloga, kuchni. 
Upały chyba trochę przystopowały, na placach i targach zagęściło się od pyszności. Mam to szczęście, że w ogródku rośnie kilka cennych krzaczków i drzewek. Chwała Babci za to!
Codziennie robię rundkę dookoła i podjadam to tego, to tamtego.

Dziś mam dla Was mój ulubiony deser, pannę cottę. Z moimi ulubionymi ogrodowymi skarbami- czerwonymi porzeczkami. Nie każdy je lubi, bo mają pestki i potrafią być wściekle kwaśne. "Mówi się trudno i żyje się dalej?" nie! Trzeba się do nich przekonać! :)

Panna cotta z musem porzeczkowym 
na 4 średnie porcje
za Martą Stewart z moimi zmianami

Panna Cotta
  • 300ml śmietany 30%
  • 200ml mleka
  • ok 100g cukru pudru
  • 2,5 łyżki żelatyny
Mleko podgrzewamy ze śmietaną, łączymy z cukrem.
Żelatynę zalewamy 5 łyżkami wody i czekamy aż napęcznieje. 
Dodajemy ją do mleka i mieszamy do całkowitego rozpuszczenia.

Mus porzeczkowy
  • 700g czerwonych porzeczek
  • 100-150g cukru
  • 3 łyżki żelatyny
Porzeczki zasypujemy cukrem i podgrzewamy na małym ogniu, aż się rozpadną. 
Mieszamy, aby się nie przypaliły ok 7-10 minut.
Przecieramy przez sito (zostają niechciane pestki).
Żelatynę zalewamy 5 łyżkami wody i czekamy aż napęcznieje. 
Dodajemy ją do musu porzeczkowego i mieszamy do całkowitego rozpuszczenia.

Podanie

Do przygotowanych szklaneczek o pojemności ok 100-150ml wlewamy na przemian pannę cottę i mus porzeczkowy. Po wlaniu każdej warstwy należy odczekać ok godziny, aby nalać kolejną (inaczej kolory się pomieszają). 



Ja swoją zostawiłam na całą noc w lodówce i na dobre jej to wyszło. 
Jeśli wolicie luźniejszą konsystencję, polecam zmniejszyć ilość żelatyny w pannie i musie do 2 łyżek.


Serdecznie pozdrawiam życząc smacznego!
Praline

Niech się spełniają Wasze marzenia!

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Lody z karmelizowaną gruszką.

Przepis na karmelizowaną gruszkę znalazłam u Polci już dawno. 
Podobał mi od początku, lecz dopiero kilka dni temu znalazłam czas, aby wszystko przygotować. 
Oczywiście okazało się, że potrzeba tylko kilku minut na karmelizację i godziny na 'odstanie'. 

Nieprawdopodobnie pyszna i chrupiąca gruszka połączyła się w moim małym kieliszku-pucharku z najzwyklejszymi lodami waniliowymi. Smakowało prosto, lecz wyśmienicie. 

Już wiem, że tak przygotowane gruszki najlepsze będą z lodami mocno orzechowymi!
Do przetestowania.

Karmelizowane gruszki
cytując za Polcią
  • 2 gruszki
  • pół szklanki cukru
Gruszki kroimy w plasterki i pozbywamy się gniazd nasiennych.
Każdy plasterek obtaczamy w cukrze i układamy w szerokim rondlu z grubym dnem.
Gotujemy przez 5 minut na średnim ogniu po czym ogień zmniejszamy i dodajemy cukier.
Gdy cukier rozpuści się zwiększamy delikatnie ogień pod rondlem i karmelizujemy gruszki przez 10-15 minut.
Delikatnie (uwaga gorące!) nabijamy je na patyczki do szaszłyków i studzimy.
  • lody waniliowe lub orzechowe
Do pucharków nakładamy lody i dekorujemy ostudzone gruszki.
Podajemy natychmiast!

Smacznego!



***

Wakacje na wyciągnięcie ręki, a ja biegam od okienka do okienka.
Zobaczymy czy plany się zrealizują, czy pomogę tym, którym zamierzam, czy zrobię to co chcę. 
Dziś wiem, że jedno z malutkich marzeń zostało spełnione.

Pięknego tygodnia!
Praline

wtorek, 19 czerwca 2012

Cieszymy się truskawkami i ochładzamy nabiałem, czyli najlepszy sernik na zimno.

Sernik mogę jeść dniami i nocami.
Serki, jogurty, mleko... Tego nigdy nie może zabraknąć!

Jest gorąco i duszno, idealny moment na schładzający od wewnątrz nabiał.
By nie włączać piekarnika, słodkości robimy w LODÓWCE!
Kuchenna przyjaciółka w okresie letnim pracuje na najwyższych obrotach.

...
Gdy myślę o serniku na zimno, przed oczami mam białą, galaretkowatą masę, smakującą proszkiem z paczki i serkami homogenizowanymi. Temu mówię wielkie NIE. 
Musiałam zrobić go po swojemu. Wymieszać to i tamto, spróbować i jest!

Sernik, w którym przewodnim składnikiem jest twaróg. 
W towarzystwie swoich nabiałowych kuzynów. Niespodziewanie dobry!
Na ciasteczkowym spodzie, który można zamienić na wszędobylskie ciasto kruche, lub  w ostateczności z niego zrezygnować (tej opcji nie polecam).
Metodą prób i błędów mam na razie najlepszy z możliwych!

Plus pyszne, sezonowe truskawki!
Czego chcieć więcej?



Sernik na zimno, najlepszy
na dużą, prostokątną blachę

Spód:
  • 300g kruchych ciasteczek (ja użyłam tych)
  • 75g miękkiego masła (broń Boże margaryny)
Ciasteczka kruszymy w robocie kuchennym i łączymy z masłem.
Wykładamy blachę i wstawiamy do lodówki na czas przygotowania masy serowej.

Masa serowa:
  • 1kg sera na serniki w wiadereczku
  • 250ml śmietany 30%
  • 125g serka homogenizowanego waniliowego
  • 120g cukru pudru (lub więcej do smaku)
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (opcjonalnie)
  • 3-4 łyżki żelatyny
  • ok 400g truskawek, przekrojonych na pół
Twaróg ucieramy w robocie, aby zrobił się "elastyczny".
Dodajemy przesiany cukier puder, gdy ładnie się połączą- włączamy serek homogenizowany i ekstrakt.
Jednolitą masę odstawiamy, aby odpoczęła.
Śmietanę ubijamy na sztywno i dodajemy łyżką do masy. 
Łyżką (!) delikatnie łączymy.
Żelatynę rozpuszczamy w gorącej wodzie (ok 120ml) i powoli łączymy z masą. 
Dokładnie mieszamy.
Wylewamy na przygotowany spód, a na górze układamy truskawki.  
Wstawiamy do lodówki na ok 3-4 godziny.

Dekoracja:
  • 1-2 galaretki truskawkowe (jeśli wolimy mniej galaretki- używamy jedną, gdy lubimy dużo- bierzemy dwie ;))
Galaretki przygotowujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu.
Gdy lekko stężeją (nie mogą być płynne, bo przeleją się przez sernik i zrobi się pływająca ciasteczkowo-serowa wyspa; znam ten ból) wylewamy na wierzch. 
Ciasto odstawiamy do lodówki najlepiej na całą noc, aby dobrze wszystko stężało i wypiękniało. :)

Jest pyszne!
Smacznego!

A tu chciałabym się teraz przeteleportować. Do małego białego domku..