czwartek, 12 września 2013
niedziela, 8 września 2013
Ciasto kukurydziano-cytrynowe z mirabelkami. Babie lato.
Babie lato. To jeszcze nie jesień.
Ciepłe wrześniowe powietrze, słoneczne światło w charakterystycznym kolorze. Cudowne w swej przytulności.
Jabłka, śliwki i pyszne pomidory. Sycę nimi wzrok, póki takie piękne.
Dziś poczęstujcie się ciastem kukurydzianym, aromatycznie pachnącym cytrynową skórką.
Na wierzchu swoje małe brzuszki prezentują mirabelki, urocze małe śliweczki, często dyskryminowane.
Idealne do herbaty i książki na wrześniowe popołudnie.
Ciasto kukurydziano-cytrynowe z mirabelkami
na okrągłą foremkę o średnicy 19cm
2 szklanki mąki kukurydzianej
3 jajka
3/4 szklanki cukru
skórka otarta z 1 cytryny
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2/3 szklanki oleju rzepakowego
200g wypestkowanych mirabelek
cukier puder
Piekarnik rozgrzewamy do 180st, blachę wykładamy papierem do pieczenia.
W misce ucieramy jajka z cukrem na puszysta masę.
Dodajemy resztę składników i jeszcze chwilę ucieramy, aż ciasto będzie gładkie.
Przelewamy do formy, na górze układamy połówki mirabelek miąższem do dołu.
Pieczemy 35-40 minut do "suchego patyczka", wierzch ma być rumiany.
Wyjmujemy z formy, studzimy.
Podajemy z cukrem pudrem i czarną herbatą.
Smacznego!
Pozdrawiam!
Praline
ps. Dopakowałam plecak i jestem drodze. Do przeczytania!
Ciepłe wrześniowe powietrze, słoneczne światło w charakterystycznym kolorze. Cudowne w swej przytulności.
Jabłka, śliwki i pyszne pomidory. Sycę nimi wzrok, póki takie piękne.
Dziś poczęstujcie się ciastem kukurydzianym, aromatycznie pachnącym cytrynową skórką.
Na wierzchu swoje małe brzuszki prezentują mirabelki, urocze małe śliweczki, często dyskryminowane.
Idealne do herbaty i książki na wrześniowe popołudnie.
Ciasto kukurydziano-cytrynowe z mirabelkami
na okrągłą foremkę o średnicy 19cm
2 szklanki mąki kukurydzianej
3 jajka
3/4 szklanki cukru
skórka otarta z 1 cytryny
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2/3 szklanki oleju rzepakowego
200g wypestkowanych mirabelek
cukier puder
Piekarnik rozgrzewamy do 180st, blachę wykładamy papierem do pieczenia.
W misce ucieramy jajka z cukrem na puszysta masę.
Dodajemy resztę składników i jeszcze chwilę ucieramy, aż ciasto będzie gładkie.
Przelewamy do formy, na górze układamy połówki mirabelek miąższem do dołu.
Pieczemy 35-40 minut do "suchego patyczka", wierzch ma być rumiany.
Wyjmujemy z formy, studzimy.
Podajemy z cukrem pudrem i czarną herbatą.
Smacznego!
Pozdrawiam!
Praline
ps. Dopakowałam plecak i jestem drodze. Do przeczytania!
środa, 4 września 2013
Grissini
Rok szkolny rozpoczęty.
Czas drugich śniadań wobec tego też.
W ramach urozmaicenia kanapek, proponuję grissini.
Szybką i pyszną przekąskę, na każdą chwilę.
Proponuje zrobić od razu z trzech porcji, bo paluchy znikają w tempie ekspresowym!
Sprawdzają się również jako przegryzki na imprezie :)
Przepis cytuję za Asią.
Grissini
na 16 sztuk
sezam jasny, sezamy czarny, czarnuszka, nasiona kopru włoskiego, świeży rozmaryn, zioła prowansalskie, sól gruboziarnista, kminek
Drożdże wkruszamy do głębokiej miski, dodajemy ciepłą wodę i mieszamy, dodajemy cukier i 2 łyżki mąki. Mieszamy. Odstawiamy na około 10 minut.
Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy sól. Wlewamy rozczyn, mieszamy.
Na koniec dodajemy oliwę i zagniatamy ciasto. Wyrabiamy je przez około 10 minut aż będzie miękkie, elastyczne i gładkie.
Wkładamy do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 1 godzinę, do czasu aż ciasto zwiększy objętość minimum dwukrotnie.
Ciasto wyjmujemy na blat i wyrabiamy przez 1-2 minuty. Dzielimy na 4 części (teraz jest moment wgniatania wybranych dodatków).
Każdą część dzielimy jeszcze na 4 mniejsze części i rolujemy na cienki wałeczek o długości krótszego boku blachy z wyposażenia piekarnika.
Blachę smarujemy oliwą i układamy na niej wałeczki z ciasta. Odstawiamy na pół godziny do wyrośnięcia. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni C. Paluszki smarujemy żółtkiem roztrzepanym z wodą.
Każdy paluszek posypujemy dodatkowo dodatkami solą morską.
Wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez około 10 - 15 minut (w zależności od grubości paluszków) do czasu aż będą ładnie zrumienione i wysuszone.
Smacznego!
Pozdrawiam!
Praline
Czas drugich śniadań wobec tego też.
W ramach urozmaicenia kanapek, proponuję grissini.
Szybką i pyszną przekąskę, na każdą chwilę.
Proponuje zrobić od razu z trzech porcji, bo paluchy znikają w tempie ekspresowym!
Sprawdzają się również jako przegryzki na imprezie :)
Przepis cytuję za Asią.
Grissini
na 16 sztuk
- 20 g świeżych drożdży (lub 1,5 łyżeczki drożdży instant)
- 150 ml ciepłej wody
- 1 łyżeczka cukru
- 240 g mąki pszennej
- 1/2 łyżeczki soli
- 2 łyżki oliwy
- 1 żółtko do posmarowania + 1 łyżka wody
sezam jasny, sezamy czarny, czarnuszka, nasiona kopru włoskiego, świeży rozmaryn, zioła prowansalskie, sól gruboziarnista, kminek
Drożdże wkruszamy do głębokiej miski, dodajemy ciepłą wodę i mieszamy, dodajemy cukier i 2 łyżki mąki. Mieszamy. Odstawiamy na około 10 minut.
Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy sól. Wlewamy rozczyn, mieszamy.
Na koniec dodajemy oliwę i zagniatamy ciasto. Wyrabiamy je przez około 10 minut aż będzie miękkie, elastyczne i gładkie.
Wkładamy do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 1 godzinę, do czasu aż ciasto zwiększy objętość minimum dwukrotnie.
Ciasto wyjmujemy na blat i wyrabiamy przez 1-2 minuty. Dzielimy na 4 części (teraz jest moment wgniatania wybranych dodatków).
Każdą część dzielimy jeszcze na 4 mniejsze części i rolujemy na cienki wałeczek o długości krótszego boku blachy z wyposażenia piekarnika.
Blachę smarujemy oliwą i układamy na niej wałeczki z ciasta. Odstawiamy na pół godziny do wyrośnięcia. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni C. Paluszki smarujemy żółtkiem roztrzepanym z wodą.
Każdy paluszek posypujemy dodatkowo dodatkami solą morską.
Wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez około 10 - 15 minut (w zależności od grubości paluszków) do czasu aż będą ładnie zrumienione i wysuszone.
Smacznego!
Pozdrawiam!
Praline
piątek, 30 sierpnia 2013
Szykowne ciasteczko z poziomkami i lawendą.
Część trzecia- deser.
Najmniejszy i najbardziej wyczekiwany przy każdym obiedzie lub kolacji.
Drobne arcydzieło, którego przygotowanie trwa 3 minuty.
Połączenie poziomek i lawendy to strzał w 10! Konieczne do wypróbowania.
Rozkoszujcie się ciasteczkiem razem ze mną...
Ciasteczko z poziomkami i lawendą
na 2 sztuki
W miseczce rozgniatamy poziomki z cukrem. Dodajemy serek i lawendę, mieszamy.
(Aby uzyskać masę bez cząstek owoców, poziomki należy zblendować)
Na talerzu kładziemy ciasteczko, na nim łyżkę masy i kilka poziomek.
Posypujemy czekoladą, na wierzchu układamy kilka owoców. Podajemy.
Smacznego!
Trzydaniowy posiłek zagościł w kolejnych odcinkach Lendryggena. Co o nim sądzicie?
Jestem ciekawa Waszych opinii :)
Pozdrawiam!
Praline
ps. Gdzie ukrył się robiący zdjęcie?
Przepis bierze udział w konkursie "Paryska dieta".
Tutaj wszystko o książce dr. Cohena.
Najmniejszy i najbardziej wyczekiwany przy każdym obiedzie lub kolacji.
Drobne arcydzieło, którego przygotowanie trwa 3 minuty.
Połączenie poziomek i lawendy to strzał w 10! Konieczne do wypróbowania.
Rozkoszujcie się ciasteczkiem razem ze mną...
Ciasteczko z poziomkami i lawendą
na 2 sztuki
- 2 okrągłe ciasteczka owsiano-maślane (lub kruche)
- 2 łyżki serka śmietankowego
- garść poziomek (plus kilka do dekoracji)
- 1/2 łyżeczki suszonej lawendy
- 1 łyżeczka cukru pudru
- tarta gorzka czekolada do posypania
W miseczce rozgniatamy poziomki z cukrem. Dodajemy serek i lawendę, mieszamy.
(Aby uzyskać masę bez cząstek owoców, poziomki należy zblendować)
Na talerzu kładziemy ciasteczko, na nim łyżkę masy i kilka poziomek.
Posypujemy czekoladą, na wierzchu układamy kilka owoców. Podajemy.
Smacznego!
Trzydaniowy posiłek zagościł w kolejnych odcinkach Lendryggena. Co o nim sądzicie?
Jestem ciekawa Waszych opinii :)
Pozdrawiam!
Praline
ps. Gdzie ukrył się robiący zdjęcie?
Przepis bierze udział w konkursie "Paryska dieta".
Tutaj wszystko o książce dr. Cohena.
czwartek, 29 sierpnia 2013
Szykowny gołąb z kurkami, rodzynkami i kuskusem.
Druga z propozycji do stworzenia niesamowitej kolacji.
Na talerzu wygląda bardzo niepozornie, choć elegancko i szykownie.
Podobnie jak w pierwszym odcinku trzydniowego cyklu, minimum składników, maksimum smaku.
Jest ich tu jednak odrobinę więcej, ale każdy ma swoje, ściśle określone miejsce.
Filet z gołębia. Cóż to jest, czym to jeść, jak się do tego zabrać.
Gołąb. Ten sam, który na krakowskim rynku zajada resztki obwarzanków, a w działkowych klatkach hodują go panowie na emeryturze. Poznaliśmy się przy okazji zupek-kremów dla maluchów. Zaintrygował mnie.
Kilka telefonów wystarczyło i takowy znalazł się na moim stole.
Jest malutki. Serce ściska na myśl o obróbce, ale cóż.
Trzeba wszystko robić bardzo delikatnie i powoli. Ja swojego najpierw przecięłam na pół, następnie odcięłam skrzydełko i nóżkę. Później ostrożnie, krótkimi ruchami noża oddzieliłam filecik od mostka. Robiłam to pierwszy raz i udało się. Można? Można :)
"Resztki" z gołębia świetnie nadają się do ugotowania lekkiego wywaru.
Nie zagadując więcej, dodam tylko, że równie dobrze sprawdzi się tutaj filet z kaczki lub w ostateczności z kurczaka, a kuskus śmiało można zastąpić kaszą kukurydzianą. Będzie to już wtedy coś trochę innego, ale podobnego :)
Gołąb z kurkami, rodzynkami i kuskusem
na 2 porcje
Zdejmujemy skórę (można ją zostawić, lecz wtedy nie będzie do końca fit ;))
rodzynki kroimy na małe kawałeczki, mieszamy z rozpuszczonym masłem, posiekanym tymiankiem i solą. W tak przygotowanej marynacie marynujemy gołębia ok 30-40 minut.
Kaszka kuskus
na 2 porcje
Na talerzu wygląda bardzo niepozornie, choć elegancko i szykownie.
Podobnie jak w pierwszym odcinku trzydniowego cyklu, minimum składników, maksimum smaku.
Jest ich tu jednak odrobinę więcej, ale każdy ma swoje, ściśle określone miejsce.
Filet z gołębia. Cóż to jest, czym to jeść, jak się do tego zabrać.
Gołąb. Ten sam, który na krakowskim rynku zajada resztki obwarzanków, a w działkowych klatkach hodują go panowie na emeryturze. Poznaliśmy się przy okazji zupek-kremów dla maluchów. Zaintrygował mnie.
Kilka telefonów wystarczyło i takowy znalazł się na moim stole.
Jest malutki. Serce ściska na myśl o obróbce, ale cóż.
Trzeba wszystko robić bardzo delikatnie i powoli. Ja swojego najpierw przecięłam na pół, następnie odcięłam skrzydełko i nóżkę. Później ostrożnie, krótkimi ruchami noża oddzieliłam filecik od mostka. Robiłam to pierwszy raz i udało się. Można? Można :)
"Resztki" z gołębia świetnie nadają się do ugotowania lekkiego wywaru.
Nie zagadując więcej, dodam tylko, że równie dobrze sprawdzi się tutaj filet z kaczki lub w ostateczności z kurczaka, a kuskus śmiało można zastąpić kaszą kukurydzianą. Będzie to już wtedy coś trochę innego, ale podobnego :)
Gołąb z kurkami, rodzynkami i kuskusem
na 2 porcje
- 1 gołąb
- 3 średnie gałązki tymianku
- 3 łyżki klarowanego masła (sprawdzi się też oliwa z oliwek)
- 2 łyżki rodzynek
- sól, świeżo mielony pieprz
Zdejmujemy skórę (można ją zostawić, lecz wtedy nie będzie do końca fit ;))
rodzynki kroimy na małe kawałeczki, mieszamy z rozpuszczonym masłem, posiekanym tymiankiem i solą. W tak przygotowanej marynacie marynujemy gołębia ok 30-40 minut.
Kaszka kuskus
na 2 porcje
- 1 1/2 filiżanki kaszki kuskus
- 2 1/2 filiżanki wody/bulionu
- 1 łyżka (z górką) musztardy francuskiej
- szczypta soli
Kaszkę zalewamy gorącą wodą lub bulionem i odstawiamy, aż wsiąknie płyn.
Po tym czasie mieszamy z musztardą i solą.
Kurki
Za pomocą łyżki nakładamy kaszkę na talerz (kształt jak na zdjęciu).
Rozgrzewamy mały rondelek z odrobiną masła z marynaty. Smażymy w nim gołębia ok 3 minuty z każdej strony, aż mięso uzyska ziemisto-brązowy kolor. Przekładamy go na kaszkę.
W tym samym rondelku podsmażamy krótko kurki, aż puszczą delikatny sok i będą ciemnozłote.
Przekładamy na talerz. Podajemy od razu!
Smacznego!
Pozdrawiam!
Praline
ps. Już jutro ostatnia, trzecia cześć naszej kolacji- deser!
Przepis bierze udział w konkursie "Paryska dieta".
Tutaj wszystko o książce dr. Cohena. Słuchaliście Leonarda??
Po tym czasie mieszamy z musztardą i solą.
Kurki
- 150g kurek
- 1 łyżka klarowanego masła
- sól
Za pomocą łyżki nakładamy kaszkę na talerz (kształt jak na zdjęciu).
Rozgrzewamy mały rondelek z odrobiną masła z marynaty. Smażymy w nim gołębia ok 3 minuty z każdej strony, aż mięso uzyska ziemisto-brązowy kolor. Przekładamy go na kaszkę.
W tym samym rondelku podsmażamy krótko kurki, aż puszczą delikatny sok i będą ciemnozłote.
Przekładamy na talerz. Podajemy od razu!
Smacznego!
Pozdrawiam!
Praline
ps. Już jutro ostatnia, trzecia cześć naszej kolacji- deser!
Przepis bierze udział w konkursie "Paryska dieta".
Tutaj wszystko o książce dr. Cohena. Słuchaliście Leonarda??
środa, 28 sierpnia 2013
Szykowna przystawka z chleba na zakwasie, surowej szynki i awokado.
Jak wiecie, ja ostatnio w paryskim nastroju :)
Od dziś, przez najbliższe trzy dni na blogu pojawiać się będą propozycje, które razem skomponują wspaniały obiad lub kolację. Wszystko zostało tak przemyślane, aby oczom, duszom i brzuchom było najlepiej jak tylko może być.
Minimum składników. Maksimum smaku.
Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni.
Sałatka z chleba na zakwasie, suszonej szynki i awokado
na 2 porcje
- 6 kromek chleba na zakwasie o grubości 3 milimetrów
- 4-6 plasterków suszonej szynki (u mnie przepyszna prosto z Włoch, niestety nie wiem jak się nazywa, była prezentem)
- 1 awokado
- 10-12 pomidorków koktajlowych
- oliwa z oliwek
- sól morska, pieprz grubo mielony
- woda do podania
Wszystkie składniki układamy na talerzu.
Na koniec, tuż przed samym podaniem skrapiamy oliwą oraz oprószamy solą i pieprzem.
Obok stawiamy kieliszek z wodą.
Smacznego!
Pozdrawiam!
Praline
Zapraszam już jutro na drugą część!
Przepis bierze udział w konkursie "Paryska dieta".
Tutaj wszystko o książce dr. Cohena, a ja w ramach małej zbieżności nazwisk polecam Wam do posłuchania przy jedzeniu pana Leonarda Cohena :) Mnie bardzo odpowiada.
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Jabłkowo-morelowa tarta tatin
Chodziła za mną od dawna.
Tarta tatin.
Kolejny wypiek pod wpływem "Słodkiego życia w Paryżu" w mojej domowej wersji.
Wieczory robią się już coraz bardziej jesienne, więc tarta tatin w towarzystwie ciepłej herbaty sprawdzi się idealnie na wieczór przy zdjęciach z wakacji i długich opowieściach.
Pani, która jako pierwsza ją stworzyła i stowarzyszenie broniące oryginalnego przepisu nie byłaby zadowolona dodatkiem do nadzienia moreli. Ze względu na użyte przeze mnie kwaśne, ogrodowe jabłka, pomarańczowo-żółte cuda idealnie dosładzały całość.
Do jabłek słów kilka.
Najlepsze to te o intensywnym smaku, średniej wielkości, Golden Delicious (sama za nimi nie przepadam, są u mnie średnio dostępne). Powinny leżeć zaokrągleniem do dołu ("na baczność").
Jak już wspomniałam użyłam tych ogrodowych, nieregularnych. Pokroiłam jak się najlepiej dało i po prostu wrzuciłam do rondla "na raz". Nie przejmowałam się tym. Jak na pierwsze pieczenie tarty tatin jestem niesamowicie zadowolona i dumna, że wszystko wyszło jak powinno, nie rozpadłszy się po drodze.
Polecam! :)
Tarta tatin
ciasto*:
wg Jamiego Oliviera z moim dodatkiem cynamonu
- 125g masła
- 100g cukru pudru
- szczypta soli
- 250g mąki
- 2 żółtka
- skórka z połowy cytryny
- 1/2 łyżeczki cynamonu
- 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
- 2 łyżki wody
Dolewamy wodę i zagniatamy.
Uformowane w kulę i owinięte w folię ciasto wkładamy do lodówki na godzinę.
nadzienie:
przepis własny
Polewamy sokiem z cytryny, odstawiamy.
Masło rozpuszczamy w żeliwnym rondlu i dodajemy cukier.
Mieszamy aż do rozpuszczenia i powolnego wrzenia. Teraz robi się karmel.
Gdy zaczyna coraz bardziej bulgotać, a masa gęstnieć wkładamy owoce.
Najlepiej gdy "stoją na baczność" stroną wewnętrzną do góry.
Gotujemy na małym ogniu ok 20-25 minut, dociskając i polewając tworzącym się sosem (pod koniec można przykryć rondel przykrywką)
Nie martwcie się ilością owoców, zmniejszą swoją objętość.
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni.
Ciasto wyjmujemy z lodówki i rozwałkowujemy na okrągły, cienki placek o średnicy większej o 2 cm, od średnicy rondla.
Przykrywamy nim owoce w karmelu, końce zawijając do środka.
Pieczemy w górnej części piekarnika ok 30-35 minut.
Podajemy na ciepło lub zimno, z lodami/creme fraiche.
*Robiłam tartę tatin pierwszy raz. Następnym zmniejszę ilość cista do 3/4 porcji.
Jeśli ktoś lubi dużo kruchego, niech zrobi tak jak jest :)
Smacznego!
Pozdrawiam!
Paraline
ps. Marzy mi się zjeść kawałek przy takim uroczym stoliczku i znów poczuć zapach paryskiego powietrza.
Ktoś wypatrzył tanie loty? ;)
przepis własny
- 1kg jabłek (u mnie 700g jabłek, 300g moreli)
- 40-45g masła (najlepszego!)
- 200g brązowego cukru
- sok z połowy cytryny
- cukier puder do posypania
Polewamy sokiem z cytryny, odstawiamy.
Masło rozpuszczamy w żeliwnym rondlu i dodajemy cukier.
Mieszamy aż do rozpuszczenia i powolnego wrzenia. Teraz robi się karmel.
Gdy zaczyna coraz bardziej bulgotać, a masa gęstnieć wkładamy owoce.
Najlepiej gdy "stoją na baczność" stroną wewnętrzną do góry.
Gotujemy na małym ogniu ok 20-25 minut, dociskając i polewając tworzącym się sosem (pod koniec można przykryć rondel przykrywką)
Nie martwcie się ilością owoców, zmniejszą swoją objętość.
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni.
Ciasto wyjmujemy z lodówki i rozwałkowujemy na okrągły, cienki placek o średnicy większej o 2 cm, od średnicy rondla.
Przykrywamy nim owoce w karmelu, końce zawijając do środka.
Pieczemy w górnej części piekarnika ok 30-35 minut.
Podajemy na ciepło lub zimno, z lodami/creme fraiche.
*Robiłam tartę tatin pierwszy raz. Następnym zmniejszę ilość cista do 3/4 porcji.
Jeśli ktoś lubi dużo kruchego, niech zrobi tak jak jest :)
Smacznego!
Pozdrawiam!
Paraline
ps. Marzy mi się zjeść kawałek przy takim uroczym stoliczku i znów poczuć zapach paryskiego powietrza.
Ktoś wypatrzył tanie loty? ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)















